Wto, 7 Wrz 2010, 11:19 CET, NY 5:19, Londyn 10:19, Tokio 18:19, WIG20 -0.40% Rynek amerykański Piotr Kuczyński - Xelion 30 Lipca 2010 22:11
Komentarze bez kilkudniowego opóźnienia...
Kolejny tydzień dużej zmienności tym razem zakończony niewielką zmianą indeksów. Można to uznać za sukces byków, bo dane makro (o tym niżej) były w większości słabe. W poniedziałek rynki amerykańskie nie otrzymały wielu nowych impulsów, ale te, które na rynek dotarły zostały przez obóz byków wykorzystane niezwykle skrupulatnie i indeksy wzrosły, a S&P 500 naruszył średnią 200. sesyjną. We wtorek inwestorzy musieli wybrać: czy pójdą drogą wskazaną przez (dobre) raporty kwartalne spółek, czy przez dane makro (indeks zaufania spadł). Sesja miała byczy charakter, bo korekta rynkowi się już należała, a niedźwiedzie nie potrafiły wykorzystać tych danych – sesja zakończyła się neutralnie. W środę zbliżający się koniec miesiąca (window dressing) i naruszona przez indeks S&P 500 średnia 200. sesyjna pomagały bykom na rynku akcji, ale nie dostały one wsparcia ze strony danych makro, w których można było się jednak dopatrzyć pewnych pozytywów. Indeks S&P 500 wrócił pod średnią 200. sesyjną, czyli anulował uznawany przez Amerykanów sygnał kupna.
Czwartkowa sesja była jedną z bardziej dziwnych sesji, jakie zdarzyło mi się ostatnio obserwować. Na początku sesji indeksy szybko ruszyły na północ i już po kilku minutach S&P 500 zyskiwał prawie jeden procent i naruszał przełamaną w środę od góry średnią 200. sesyjną. W tym momencie wkroczyła podaż i po 2,5 godzinach sesji indeks tracił dobrze ponad jeden procent. Dopiero wtedy gracze się opamiętali i pojawił się mocniejszy popyt, dzięki czemu sesja zakończyła się niewielkim spadkiem indeksów. Pozostało pytanie: co spowodowało taki zwrot? Wydaje się, że tylko i wyłącznie czynnik techniczny, a nie jak pisze się w komentarzach wyniki spółek. S&P 500 zbyt szybko zaatakował średnią 200. sesyjną, a to sprowokowało do ataku dużą podaż. Indeks zaczął się szybko osuwać sprawiając wrażenie, że średnia jest nie do przebicia, a to musiało jeszcze bardziej zwiększyć podać akcji. To jedyne, sensowne wytłumaczenie. Dla odmiany sesja piątkowa rozpoczęła się dużym spadkiem, a zakończyła neutralnie.
Rynek walutowy reagował przede wszystkim na zmniejszenie awersji do ryzyka, a nie na jakość danych makro – kurs EUR/USD wzrósł. W dalszym ciągu uważam ten wzrost jedynie za korektę spadku. Kurs nie powinien przekroczyć według mnie drugiego poziomu Fibonacciego (50 procent zniesienia, czyli okolice 1,35 USD. Surowce zachowały się bardzo dobrze, ale uważam, że reagowały na osłabienie dolara, bo dane makro zdecydowanie nie zachęcały do ich kupowania. Dlatego też ropa taniała, ale udało się wypracować neutralne zakończenie tygodni. Miedź zachowywała się zdecydowanie lepiej niż ropa. Jeśli chodzi o ropę to mamy ciągle jedynie korektę spadków, ale miedź najwyraźniej zbiera się do ataku na szczyt.
Staniało złoto i to już wymaga wyjaśnienia. Od dłuższego już czasu pisałem, że na tym rynku obowiązuje sygnał sprzedaży. We wtorek, kiedy po słabych danych makro złoto nie chciało drożeć (nie chciało wrócić nad linię trendu wzrostowego) gracze rzucili się do ucieczki i stąd ten spadek. Broni się jeszcze linia szyi odwróconej RGR. Obraz rynku jest niedźwiedzi, ale uparta obrona wsparcia i rysujący się klin spadkowy każe zachować ostrożność. Wystarczy zmiana nastrojów na rynkach akcji na negatywne, żeby złoto zaczęło drożeć. Interesująco wygląda wykres rentowności obligacji. Linia trendu spadkowego na 10. latkach została w środku tygodnia przełamana. Widać też było zapowiedź utworzenia podwójnego dna, co byłoby sygnałem sprzedaży obligacji. Jednak potem rentowności zaczęły spadać i nadal obowiązuje trend spadkowy.
Publikowane w zeszłym tygodniu dane makro były niejednoznaczne, ale w większości słabe. Nieźle wyglądał rynek nieruchomości. Raport o sprzedaży nowych domów był lepszy od oczekiwań. Wzrosła aż o 23,6 procent do 330 tysięcy. Tyle tylko, że dane z maja skorygowano w dół z 300 tys. na 267 tys., czyli o 11 procent. Tak więc po historycznie dużym spadku popytu w maju (o 36,7 proc.) nastąpiło historyczne, ale dużo mniejsze, odbicie. Czerwcowa sprzedaż była na drugim miejscu od końca, jeśli spojrzy się na dane historyczne (od 1963 roku). Zdecydowanie nie można powiedzieć, że rynek od tego momentu będzie się już tylko poprawiał. Plusem było to, że ilość niesprzedanych domów spadła do poziomu najniższego od września 1968, ale minusem to, że mimo tego spadła mediana cenowa (o 0,6 proc. r/r).
Raport o zamówieniach na dobra trwałego użytku był niejednoznaczny. Oczekiwano, że w czerwcu wzrosną o 1 procent, a tymczasem właśnie o tą wartość spadły (drugi raz z rzędu i największy spadek od roku). Nie było też ratunku w ważniejszych dla rynku danych o sprzedaży bez środków transportu. Oczekiwano wzrostu o 0,5 procent, a zobaczyliśmy spadek o 0,6 procent. Znaleziono jednak element, który pozwolił na osłabienie negatywnej wymowy tego raportu. Zamówienia na dobra inwestycyjne z wykluczeniem zakupów wojskowych i dla przemysłu lotniczego nieoczekiwanie wzrosły 0,6 proc. m/m (oczekiwano, że się nie zmienią), a dane z maja zweryfikowano w górę (z 3,9 na 4,6 proc.). Ten rodzaj zamówień uznawany jest za substytut wydatków inwestycyjnych firm, a to przecież w dużej części od inwestycji zależy rozwój gospodarki.
Jeśli popatrzymy na konsumentów to dane były zróżnicowane. Publikacja indeksu zaufania konsumentów podawanego przez Conference Board zawiodła obóz byków. Indeks spadł mocniej niż oczekiwano (50,4 pkt.) do poziomu najniższego od lutego. Publikacja ostatecznego odczytu indeksu nastroju Uniwersytetu Michigan nie mogła jednak nikogo ucieszyć. Była to weryfikacja danych z połowy miesiąca, kiedy to odnotowano spadek z 76 do 66,5 pkt. W tej sytuacji nieznaczna weryfikacja w górę (67,8 pkt.) niczego w wymowie tego raportu nie zmieniała. Ilość wniosków o zasiłek dla bezrobotnych była nieco niższa niż oczekiwano (457 tys. vs 460 tys.). Dane z poprzedniego tygodnia zweryfikowano co prawda w górę (z 464 na 468 tys.), ale średnia 4. tygodniowa spadła. Nie były to dane znakomite, ale z pewnością nie pomagały niedźwiedziom.
Raport o amerykańskim PKB w drugim kwartale nieco rozczarował. Oczekiwano annualizowanego wzrostu o 2,5 proc., a pierwsze przybliżenie (potem będą jeszcze dwie weryfikacje) pokazało wzrost o 2,4 proc. (w pierwszym kwartale było to 3,7 proc.). Spadła też dynamika wzrostu wydatków konsumenckich – w pierwszym kwartale 1,9 w drugim 1,6 proc. Mocniej niż oczekiwano wzrósł deflator, czyli miara inflacji (1,8 proc. kw/kw – oczekiwano 1 proc.). Wniosek – gospodarka rozwijała się ale dynamika wzrostu zaczynała spadać. Jednak w regionie Chicago tak nie było. W lipcu indeks Chicago PMI wzrósł (62,3 pkt.), a oczekiwano małego spadku.
W nadchodzącym tygodniu strumień raportów kwartalnych spółek będzie wysychał, co pozbawi obóz byków paliwa potrzebnego do kontynuowania wzrostów. Dlatego też dużo większego znaczenia nabierają dane makro. Ostatnio były słabe, więc nie można wykluczyć niewielkiej poprawy, a to wystarczyłby, żeby kontynuować letnią hossę.
Oczywiście najwięcej będzie się mówiło o danych piątkowych. W piątek właśnie będzie publikowany miesięczny raport z rynku pracy. Zawsze przypominam, że dużo się o nim mówi, ale najczęściej reakcje są bardzo umiarkowane. Tym razem może być inaczej. Letnia hossa zdecydowanie wymaga potwierdzenia fundamentalnego, więc dane słabe doprowadziłyby do korekty (może nawet dłuższej). Dobre jednak wprowadziłyby rynki w stan euforii. Nie wiemy, jakie będą, a to może zwiększać zmienność od poniedziałku do czwartku. Szczególnie w środę, kiedy publikowany jest raport Challengera i raport ADP zmienność może być bardzo duża.
Pozostałe raporty też mogą doprowadzić do bardzo żywych reakcji. Publikacja indeksu ISM dla przemysłu (w środę dla usług) i danych o wydatkach na inwestycje budowlane może już w poniedziałek mocno wpłynąć na nastroje. Istotne raporty można też znaleźć we wtorek. Najmniej istotny będzie ten o wydatkach/przychodach, ale już dane o zamówieniach w przemyśle i (być może nawet przede wszystkim) indeks podpisanych umów kupna domów na rynku wtórnym znajdzie z pewnością przełożenie na rynek. Zobaczymy, czy optymistyczne dane o sprzedaży nowych domów znajdą przełożenie na rynek wtórny.
W czwartek opublikowane będą dane o sprzedaż detalicznej (w lipcu) w sieciach sprzedaży detalicznej. Zarówno dane ogólne jak i meldunki z poszczególnych sieci będą miały zapewne mocniejsze przełożenie na rynki niż tygodniowa zmiana na amerykańskim rynku pracy. Czwartek jest przede wszystkim dniem banków centralnych. Wtedy to zarówno Bank Anglii jak i ECB podejmują decyzję o stopach procentowych. One oczywiście się nie zmienią, ale konferencja prasowa Jean-Claude Trichet, szefa ECB, może wprowadzić nieco zamieszania. Nigdy nie wiadomo, na co rynek zwróci uwagę, bo nie wiemy, jakie będą pytania dziennikarzy.
Wróćmy na rynek akcji. Szczególnie niepokojące była na nim sesja czwartkowa. Dane makro były z tych „dobrych”, a ze spółek napływały mieszane informacje, więc rynek mógł wybrać dowolny kierunek, a wybrał spadki. To ostrzega, że średnia 200. sesyjna może na dłużej zatrzymać S&P 500. Istotne jest też to, o czym pisałem wyżej: wysycha już strumień raportów kwartalnych istotnych spółek, a dane makro nie zachęcają do kupna akcji. W tym tygodniu muszą być zdecydowanie lepsze, żeby udało się przełamać sesję i ruszyć na północ.
Wykresy:
  S&P 500 jest od połowy kwietnia w kanale trendu spadkowego. Formacja RGR została anulowana, co jest sygnałem kupna. Prawdopodobnie zakończyła się fala C. Możliwe (i być może nawet bardziej prawdopodobne) jest też to, że zakończyliśmy piątą podfalę spadkową i rozpoczęliśmy wzrostowa korektę ABC. Formacja młota potwierdzała zmianę trendu i rozpoczęcie tej korekty. Indeks pokonał górne ograniczenie kanału trendu spadkowego. Pokonał też kluczowy poziom oporu (1.100 pkt.), ale powrócił pod średnią 200. sesyjną, co jest sygnałem ostrzegawczym. Wsparcie na 1.060 pkt. Opór na 1.115 pkt.
DJIA jest od połowy kwietnia w kanale trendu spadkowego. Formacja RGR została anulowana, co jest sygnałem kupna. Prawdopodobnie zakończyła się fala C. Możliwe (i być może nawet bardziej prawdopodobne) jest też to, że zakończyliśmy piątą podfalę spadkową i rozpoczęliśmy wzrostowa korektę ABC. Indeks pokonał górne ograniczenie kanału trendu spadkowego. Pokonał średnią 200. sesyjną. To wszystko są sygnały kupna. Opór na 10.715 pkt. Wsparcie w okolicach 10.018 pkt.
TRIN dał sygnał kupna.
NASDAQ jest od połowy kwietnia w kanale trendu spadkowego. Formacja RGR została anulowana, co jest sygnałem kupna. Prawdopodobnie zakończyła się fala C. Możliwe (i być może nawet bardziej prawdopodobne) jest też to, że zakończyliśmy piątą podfalę spadkową i rozpoczęliśmy wzrostowa korektę ABC. Formacja młota potwierdzała zmianę trendu i rozpoczęcie tej korekty. Indeks pokonał górne ograniczenie kanału trendu spadkowego. Pokonał średnią 200. sesyjną, ale teraz ją znowu naruszył. Wsparcie na 2.159 pkt. Opór na 2.317 pkt. Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi "rekomendacji" w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy, m.in. nie zawiera konkretnej wyceny instrumentu finansowego, nie opiera się na żadnej metodzie wyceny, a także nie określa ryzyka inwestycyjnego. Jest tylko i wyłącznie osobistą opinią autora. Zgodnie z powyższym serwis Stooq oraz autor nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na jej podstawie.
Sąsiednie artykuły
|
|
|